AMBITIOUS RUNNERS TEAM

          16 września 2018 to dla mnie jeden z tych dni, w którym poczułam, że dobiłam do portu. Cel został osiągnięty, nie oznacza to jednak tego, że zakończyłam swoją biegową podróż. J Zacznijmy zatem od początku…

 

Kiedy podczas zeszłorocznej jesieni ukończyłam bieg na 30 km w Budapeszcie, od razu postawiłam sobie kolejny cel. Nie zdążyłam nawet wrócić do kraju, a już zakomunikowałam Sebastianowi (Trener ART) o tym, co urodziło mi się w głowie. Cel na 2018 rok był bardzo konkretny – Korona Polskich Półmaratonów. Trener był nieco zaskoczony na wieść o moich planach, ale ostatecznie zgodził się mi w nich towarzyszyć. Zaznaczył jednak, że musimy ustalić kilka podstawowych warunków dalszej współpracy. Mowa tutaj o SYSTEMATYCZNOŚCI, REGULARNOŚCI oraz STAŁYM, BIEŻĄCYM KONTAKCIE. W moim przypadku były to kluczowe zasady, które musiałam wziąć sobie do serca, by w kolejnym roku cieszyć się z realizacji celu.

 

Już sam początek przygotowań nie należał do najłatwiejszych, chociażby ze względu na nadchodzącą zimę i dość sporo obowiązków zawodowych. Dni były coraz krótsze, temperatura niższa, a ja dysponowałam jedynie wolnymi wieczorami na zrealizowanie treningu. Umówiliśmy się bowiem na 4 treningi w tygodniu, co niejednokrotnie stanowiło dla mnie duże wyzwanie, by móc je wszystkie zrealizować. Dobrze przepracowane dwa miesiące (grudzień i styczeń) pozwoliły mi wykorzystać obóz biegowy w Szklarskiej Porębie w 100%. Potwierdzeniem tego był mój start w pierwszym biegu z cyklu PKO Grand Prix Gdyni, w Biegu Urodzinowym, gdzie dystans 10 km pokonałam w 0:53:51. Wspomniany wynik stał się moim rekordem życiowym, który jeszcze do niedawna był jedynie w sferze wyobrażeń. Cały ten progres pozwolił mi myśleć, że może oprócz zdobycia Korony Polskich Półmaratonów 2018 uda mi się również zejść poniżej 2 h w półmaratonie. Niestety. Życie zweryfikowało moje wielkie plany - a dokładnie kontuzja kolana, która uniemożliwiła mi rozpoczęcie Korony tak, jak to sobie zaplanowałam. Mimo wszystko i tak byłam zadowolona z osiągniętych wyników. ONICO Gdynia Półmaraton 2018 ukończyłam z czasem 2:02:31 i co najważniejsze z uśmiechem na twarzy oraz dużym komfortem. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana - na tyle, że złamanie 2 h w półmaratonie jest w moim zasięgu.

 

Kolejny start odbył się zaledwie po tygodniu, tym razem Warszawa (13 PZU Półmaraton Warszawski). Był on dla mnie bardzo wyjątkowy z kilku powodów – podczas niego ustanowiłam swój dotychczasowy PB, czyli 2:01:56 oraz dołożyłam cegiełkę do wsparcia Fundacji Rak’n’Roll*. Wspólnie ze znajomymi udało mi się zebrać na ten cel 900zł, w związku z czym pobiegłam w przebraniu diabełka. Niezwykły medal oraz doping kibiców zdecydowanie zrekompensowały trudy trasy oraz wiosennego ocieplenia.

 

Nadszedł wtedy kwiecień, który to zakończyłam kolejną kontuzją. Tym razem poważniejszą od wcześniejszej (w opisie USG obecny wpis: „w obrębie przyczepu przywodziciela wielkiego w rzucie dolegliwości zmiany przeciążeniowe”), jak również poważną infekcją, która ciągnęła się cały miesiąc, powodując osłabienie i wyłączenie mnie z życia biegowego na baaardzo długi czas. Długi czas - mam na myśli 4 miesiące - bo tyle w sumie nie byłam w stanie zmobilizować się i wrócić do regularnych treningów. W dalszym ciągu towarzyszył mi dyskomfort w postaci dolegliwości w pachwinie. W tzw. międzyczasie udało mi się jedynie ukończyć bieg podczas 6 PKO Nocnego Wrocław Półmaratonu. Kontuzja, brak odpowiedniego przygotowania biegowego oraz problemy żołądkowe pozwoliły ukończyć go jedynie w formie marszobiegu w czasie 2:36:57. Dopiero z początkiem sierpnia wraz z polepszeniem samopoczucia i odzyskaniem sił witalnych powróciłam do systematyczności w realizowaniu planu treningowego. Dzięki temu mogłam na spokojnie dokończyć zdobywanie upragnionej Korony. Odnotowałam bezpieczny start podczas 28 Półmaratonu Philips w Pile, w którym całą trasę towarzyszyła mi Estera Stankiewicz. Jej obecność zdecydowanie umilała mi trasę oraz dodawała motywacji w walce z trudnymi warunkami atmosferycznymi (odczuwalne ok. 28 stopni oraz brak ruchu powietrza). Dziękuję!:)

 

I tak powracamy do wspomnianego już tutaj 16 września 2018 - Gniezno, 41 Bieg Lechitów, niecodzienna trasa biegowa, średniowieczna atmosfera i czas 2:09:30. Po dobiegnięciu do mety pojawiło się ogromne uczucie sukcesu. Zadowolenie, że pomimo wszystkich trudności, jakie spotkały mnie po drodze - nie odpuściłam. Pokonałam znacznie więcej niż 105,485 km, mam tutaj na myśli własne ograniczenia, spadki motywacji czy słabości. Jak go nazwał Sebastian – „projekt Korona” został zakończony, a ja czuję, że to dopiero początek. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i tak w głowie pojawił się już kolejny plan na rok 2019. Na razie jednak niech pozostanie owiany tajemnicą J

*Zachęcam wszystkich tych z Was, którzy zamierzacie pobiec w 14 PZU Półmaratonie Warszawskim albo 41 Maratonie Warszawskim do przyłączenia się do akcji i wsparcia wybranej przez siebie organizacji. J Jest to ogromna satysfakcja!

 

 

Martyna Urbańska – z zawodu pedagog resocjalizacyjny, specjalista terapii uzależnień. Na co dzień pracuje z tymi, których w większości życie to ciągła walka o przetrwanie. Bieganie pomaga jej „przewietrzyć głowę” i radzić sobie z trudnymi do pomieszczenia emocjami. Uwielbia to uczucie zmęczenia po dobrze wykonanym treningu. W ART od lipca 2017 roku, kiedy to postanowiła przebiec 30km w Budapeszcie.

"Korona zdobyta u Królów", 
czyli o długiej drodze do Korony Polskich Półmaratonów 2018

27/09/18

Created with WebWave CMS

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

AMBITIOUS RUNNERS TEAM